5 sposobów na małżeńskie popołudnie

Szczęśliwa para

Z okazji Międzynarodowego Tygodnia Małżeństwa Ewa Olborska z Mocem zorganizowała internetową akcję „Małżeństwo jest…”. Wspiera ona działania Stowarzyszenia Psychologów Chrześcijańskich propagujących inicjatywę międzynarodową w Polsce. Dołączyłam do akcji, ponieważ zmiany jakie zachodzą w moim życiu wpłynęły także na nasze małżeństwo i postanowiłam podzielić się moimi przemyśleniami. Dzisiaj na rozgrzewkę temat małżeństwo jest fajne 🙂

Oczywistym jest, że kiedy spotykacie się na początku związku wszystko jest fajne. Wygłupiacie się, śmiejecie, chodzicie do kina, restauracji i na spacery. Spędzacie razem mnóstwo czasu. Z czasem jednak wkrada się między Was codzienność, wracacie po pracy do domu i nic Wam się nie chce. Jesteście zmęczeni natłokiem obowiązków, pranie, sprzątanie, gotowanie i tak w kółko. Ale wcale nie musi tak być!

Wykorzystajcie tę codzienność właśnie na to żeby razem spędzić czas. Jak? Oto kilka sposobów:

Ugotujcie coś wspólnie

Bez pośpiechu, nerwów i szarpania. Nie traktujcie jedzenia jak obowiązku, zróbcie z gotowania weekendowy rytuał. Znajdźcie jakiś fajny przepis na danie, którego nigdy nie próbowaliście, zarezerwujcie czas na gotowanie i do dzieła! Od nowego roku propaguję próbowanie nowych smaków w facebookowej grupie, bo sama popadłam swego czasu w jedzeniowy marazm i nie wyszło mi to na zdrowie. Jedzenie to przyjemność, a z ukochaną osobą – podwójna 🙂

Idźcie na spacer

Zamiast leżeć na kanapie przed telewizorem ruszcie się – idźcie na spacer, zerwijcie po drodze bukiet polnych kwiatów, porzucajcie się śnieżkami, odkryjcie nowe zakątki w Waszej okolicy. Albo wybierzcie się na dalszą wycieczkę w ciekawe miejsce. A może zdecydujecie się na psa, który będzie motywował Was do wspólnych spacerów?

Zagrajcie w coś

Planszówki w ostatnim czasie przeżywają swój wielki powrót, u nas ostatnio dominują Scrabble, ale każda gra będzie lepsza od siedzenia z nosem w smartfonie.

Przytulajcie się do siebie

Kiedy padniecie już przed telewizorem, albo świadomie zdecydujecie, że jest warty obejrzenia film, nie leżcie jak kłody w dwóch końcach kanapy. Przytulcie się do siebie, a będzie Wam o wiele przyjemniej (i cieplej 😉 )

Znajdźcie wspólną pasję

I to jest najfajniejsze 😀 W naszym przypadku był to taniec towarzyski. Kiedy trenowałam jeszcze w szkole, chłopcy byli mniej chętni do tej formy sportu, w związku z czym ciągle zmieniał mi się partner. Kiedy poznałam mojego męża on trenował pływanie i nie wyobrażał sobie bez tego życia. Dopiero gdy trochę przez przypadek trafiliśmy na kurs tańca towarzyskiego – ja znów poczułam się jak ryba w wodzie, a On zafascynował się do tego stopnia, że nie uznawał odmowy udziału w treningu. I to było dla mnie najfajniejszą rzeczą w Naszym małżeństwie, że razem aktywnie spędzaliśmy czas. Nie musieliśmy martwić się o partnera do tańca i choć czasem nie było łatwo to często wzajemnie motywowaliśmy się do treningu. U Was może to być bieganie, jazda na rowerze czy cokolwiek innego. Zawsze przyjemniej robić coś we dwoje niż zupełnie samemu. Aktualnie ze względu na mój stan zdrowia musieliśmy odpuścić taniec, stąd czas na scrabble 😉

W małżeństwie fajne jest to, że tyle rzeczy można robić wspólnie. Choć i samotność każdemu z nas jest czasem potrzebna, właśnie po to żeby bardziej docenić obecność drugiej osoby. Tak naprawdę całe Wasze wspólne życie może być fajne. Choć nie zawsze będzie pięknie i kolorowo, ale połowa „fajności” w małżeństwie to Wasze podejście do życia a przede wszystkim do siebie nawzajem 🙂

Życiowy Planer Tygodniowy

Planer

O tym, że plan jest niczym a planowanie wszystkim mówił generał Eisenhower. Z definicji plan jest wynikiem planowania, nie istnieje on zatem samodzielnie. Planowanie zaś to nic innego jak proces twórczy, podczas którego definiujemy co chcemy osiągnąć i kreujemy ścieżkę do tego, czyli odpowiadamy sobie na pytanie jak to zrobimy, rozpisując kolejne kroki. Plan jest tylko zapisem pomocnym w osiąganiu kolejnych celów. Dość teorii, przejdźmy do praktyki 🙂

Jeśli czytacie mnie regularnie to wiecie, że rok temu miałam zaplanowaną każdą minutę mojego życia. Kalendarz pękał w szwach, a ja miałam kolejne i kolejne obsuwy, bo brałam na siebie za dużo. Potem nadszedł czas na brak jakiegokolwiek planowania i odpoczynek, podczas którego wiele rzeczy w głowie sobie poukładałam i doszłam do wniosku, że nie mogę wrócić do dotychczasowego systemu planowania ani funkcjonowania. Zaczęłam zatem kombinować z różnymi planerami, ale żaden nie do końca mi odpowiadał. Wtedy postanowiłam stworzyć coś własnego. Coś na podobieństwo bullet journal. Kilka miesięcy zajęło mi ułożenie go w sposób przejrzysty i funkcjonalny. Dziś nadszedł dzień, w którym dzielę się z Wami efektami mojej pracy. Pobrać możecie go tutaj, a poniżej znajdziecie kilka informacji o tym jak ja pracuję z Życiowym Planerem.

Górna linijka

Tu sprawa jest prosta – wpisuję wyłącznie informacje o świętach, urodzinach czy rocznicach.

Dzień

To miejsce na wydarzenia lub rzeczy, które muszą być zrobione danego dnia – spotkania, rachunki do zapłacenia, planowane posty na blogu czy w mediach społecznościowych. Dzięki temu, że nie ma podziału na godziny możesz tu zapisać nawet jadłospis na cały dzień. Zupełna dowolność – fajne, prawda? 😉

Najważniejsze

I tu jest najważniejsze – podział listy „To Do” na trzy grupy: ważne, pilne oraz inne. Jak z tym pracować? Możesz spisywać rzeczy, które masz do zrobienia na oddzielnej kartce (jednej!). Ja każdej niedzieli wieczorem siadam i segreguję zapisane zadania – najpierw zaznaczam rzeczy, które są do zrobienia w nadchodzącym tygodniu, a następnie przyporządkowuję każdy zaznaczony punkt do jednej z trzech grup.

WAŻNE – tu zwykle trafiają plany zawodowe jak przygotowanie wyceny produktów, zdjęcia, publikacja w sklepie, wszelkiego rodzaju rozliczenia z urzędami.
PILNE – ostatnio niezwykle rzadko korzystam z tej tabeli, ale tu trafiają rzeczy, które zwykle wcześniej były ważne, nie wykonałam ich z jakiegoś powodu i w danym tygodniu MUSZĘ to zrobić, bo goni mnie termin.
INNE – to rzeczy, o których na pytanie „Co się stanie jak tego nie zrobię?” odpowiadasz „NIC.”, czyli: prasowanie, kupić buty, zapisać się do fryzjera, itp. 🙂

Teraz już wiesz jak korzystać z Życiowego Planera 🙂 Pamiętaj jednak, że jak weźmiesz na siebie za dużo, żaden planer Ci nie pomoże. Sortuj zadania bezwzględnie (być może okaże się, że część z tych wypisanych na pierwszej kartce możesz oddelegować, albo są na tyle nieistotne, że zdecydujesz się zrezygnować z ich wykonania). Początki zmiany systemu planowania bywają trudne, ale próbuj, bo tylko dzięki próbom możesz wypracować własny niezawodny system. Mam nadzieję, że Życiowy Planer Ci w tym pomoże i będzie sprawował się równie dobrze jak mnie 🙂 Chętnie zobaczę jak z nim pracujesz – wrzucaj zdjęcia na facebook albo instagram z hasztagiem #życiowyplaner. 

Świąteczne przeboje, świąteczne szaleństwo

Grudzień kojarzy mi się oczywiście z kolędami i mnóstwem świątecznych piosenek. Chyba każdy bardziej popularny artysta ma na swoim koncie utwór z dzwoneczkami w tle, który pojawia się w wielu domach i samochodach podczas długich, mroźnych wieczorów.

Muzyka w całej swej ogólności towarzyszy mi odkąd pamiętam. Kiedy byłam mała nagrywałam teledyski na kasety, a układy choreograficzne znałam na pamięć. W liceum zaczęłam trenować taniec towarzyski, od którego miałam 4-letnią przerwę na studiach. W latach 2012-2016 spędzałam na parkiecie od trzech do pięciu godzin w tygodniu. Okres przedświąteczny to szczególny czas jeśli chodzi o muzykę. W radio oczywiście zwiastunem nadchodzących świąt jest „Last Christmas” (Wham), poźniej pojawiają się kolejne utwory, których przegląd kończą kolędy słuchane czy śpiewane przy Wigilijnym stole. 27 grudnia muzyczny świat wraca do normy i pojawiają się utwory walczące o miano karnawałowego hitu.

Świąteczne przeboje mają w sobie coś szczególnego, co wprowadza spokojną atmosferę. Właśnie dlatego lubię puszczać je rano, kiedy czeka mnie ciężki dzień. Powodują, że problemy wydają się jakby mniejsze i łatwiejsze do pokonania, a na ludzi patrzy się bardziej przychylnym okiem. Zachowanie spokoju w doskonale znanej każdemu przedświątecznej gorączce wydaje mi się niezwykle ważne. Zamiast pędzić od sklepu do sklepu w poszukiwaniu kolejnych prezentów z listy wsłuchajmy się w to co puszczają nam galerie handlowe. Poczujmy zapachy wędzonych wędlin czy świeżo upieczonego chleba na jarmarkach bożonarodzeniowych. Bądźmy tu i teraz.

Moim marzeniem jest abyśmy w końcu przestali odbierać Święta jako zło konieczne. Goście nie zauważą jak nie posprzątamy idealnie każdego kąta w mieszkaniu, a stół nie musi uginać się od jedzenia, które po Świętach i tak wyląduje w koszu. Cieszmy się z tego, że spotkamy się z najbliższymi i że wybranymi prezentami sprawimy im radość.

Kolorowanki dla dorosłych

Kredki do kolorowanek

Przez wiele lat kodowało się w naszych umysłach, że kolorowanki są tylko dla dzieci. A my jesteśmy przecież już poważnymi dorosłymi, którym nie przystoi zajmowanie się dziecięcymi zabawami. Obecnie chyba dzięki modzie na slow life i „bycie sobą” kolorowanie przez dorosłych nie jest już tak szeroko krytykowane.

Kto z nas nie rysuje wywijasów podczas rozmowy przez telefon czy nie zamalowuje kratek na wykładach? (Mistrzynią w tej dziedzinie jest moja Mama :D) Te właśnie bazgroły pozwalają nam skupić uwagę, kiedy nie widzimy naszego rozmówcy, czy zabić czas w czasie wykładu na temat, który nas średnio interesuje. I choć niektórzy porównują powyższe przykłady do kolorowania to według mnie to trochę coś innego.

Kiedy już siadasz do kolorowanki to jej poświęcasz całą uwagę, decydujesz w jakiej kolorystyce będzie, bierzesz pierwszą kredkę i zaczynasz zamalowywać kolejne elementy. Potem zastanawiasz się nad następnymi, czy ten kolor będzie pasował do tego, który właśnie naniosłaś? Uwierzcie mi na słowo, że w czasie kolorowania wszystkie problemy życia codziennego blakną, liczy się tylko świat, który tworzysz. Osobiście to między innymi dzięki kolorowankom poukładałam swoje pomysły na nowe życie w całość. Kiedy kolorujesz Twoje myśli przepływają swobodnie. Nie myśląc o niczym konkretnym mózg przetwarza to co już wie. Oczyszcza się wtedy ze zbędnych informacji i układa te, które mogą być jeszcze przydatne.

Jednostajne ruchy wykonywane podczas kolorowania uspokajają, a kiedy zacznie boleć Cię ręka uświadamiasz sobie, że minęło już dobre kilkadziesiąt minut od kiedy zaczęłaś i następnym razem decydujesz się na mniej szczegółowy rysunek 😉 Mimo to, kiedy już skończysz i spojrzysz na swoje dzieło, poczujesz satysfakcję z wykonanej pracy. Będziesz mieć tego namacalny dowód, którym możesz podzielić się na facebookowych grupach oraz Instagramie.

Idąc śladem ostatniej reklamy popularnej czekolady „odkryjmy w sobie dziecięcą radość” i kolorujmy! Mam nadzieję, że przekonałam Cię do spróbowania kolorowankowego relaksu 🙂 Jeśli tak, podziel się efektami na Instagramie oznaczając swoje zdjęcie #życiesnmkolorowanki, napisz też koniecznie o swoich odczuciach 🙂

Słowa to tylko suche liście na wietrze

Opadające liście w parku

Jakiś czas temu opublikowałam na moim fanpage post o słowach, który spotkał się z Waszym odzewem. Postanowiłam zatem rozwinąć temat tutaj, ponieważ komunikujemy się niemal bez przerwy, zarówno werbalnie jak i niewerbalnie. Słowa są przede wszystkim narzędziem do przekazywania informacji. Źle odebrane mogą być jednak zgubne w skutkach.

Bez słów trudno byłoby nam się porozumieć, bo mówimy cały czas – do znajomych, męża, dzieci, rodziców, do kolegów z pracy, klientów, partnerów. Co więcej – rozmawiamy ze sobą, czyli aktywnie odpowiadamy naszemu rozmówcy. Technologia sprawiła, że rozmowa przez telefon nie jest już towarem deficytowym. Mamy nielimitowane taryfy telefoniczne co znacznie ułatwia nam utrzymanie kontaktu z dalszą rodziną, znajomymi czy klientami.

Poruszamy tematy mniej lub bardziej poważne, ale to wszystko nadal są słowa, a słowami wyrazić można wiele. Mogą budować, albo niszczyć. Słów używamy do zapewnienia o naszych uczuciach, ale co w przypadku kiedy za słowami nie idą czyny? Każdy z nas w wielu sytuacjach mija się z prawdą, bo tak jest mu wygodniej, albo nie chce urazić drugiej strony. Dokąd nas to prowadzi? Możemy obiecywać innym złote góry, ale dopóki nie zrealizujemy naszej obietnicy – słowa są tylko suchymi liśćmi na wietrze. Wtedy poddają w wątpliwość zaufanie do drugiej osoby, a w efekcie psują relację.

Drugą stroną komunikacji międzyludzkiej jest oczywiście odbiór, czyli aktywne słuchanie. Pozwala ono uniknąć nieporozumień i niedomówień, dzięki czemu nie tworzymy w swojej głowie bezpodstawnych oczekiwań w stosunku do naszego rozmówcy. Jak powiada stare żydowskie przysłowie „Pan Bóg dał człowiekowi dwoje uszu i jedne usta, żeby dużo słyszał i mało mówił”. Słuchajmy zatem tego co inni mają nam do powiedzenia, a sami wyrażajmy się jasno i ważmy słowa, aby nasi rozmówcy nie musieli snuć domysłów co do naszych intencji.

Pamiętajmy, że słuchaniu naszych rozmówców sprzyja cisza. Włączony odbiornik radiowy czy telewizyjny rozprasza uwagę czego efektem mogą być nieporozumienia. Podobnie ma się sytuacja kiedy jesteśmy sami i włączamy radio czy telewizor. Zagłuszamy wówczas swój wewnętrzny dialog. Nie chcemy słyszeć co mamy do powiedzenia sami sobie. Nie wsłuchujemy się w to co mówi nam nasze ciało. Nasze marzenia i potrzeby zastępujemy bezwartościowymi komunikatami.

Przed nami szczególny czas w roku – święta Bożego Narodzenia, polecam przy tej okazji wyłączyć odbiorniki i porozmawiać ze sobą przy stole, skupić się na tym co inni mają nam do powiedzenia, pobyć ze sobą w pełni. A tymczasem przez najbliższe tygodnie masz szansę poćwiczyć. Poniżej dwie sytuacje z życia codziennego, kiedy możesz być nastawiona głównie na odbiór. Gotowa? 🙂 Wyłącz zatem wszystkie rozpraszacze (telewizor, radio, telefon) i do dzieła!

Ćwiczenie 1.

Podczas obiadu porozmawiaj z dziećmi, wysłuchaj co mąż ma Ci do powiedzenia, podziel się z nimi tym co wydarzyło się u Ciebie podczas ich nieobecności.

Ćwiczenie 2.

Kiedy jesteś sama daj swobodnie przepływać swoim myślom. Nie skupiaj się na tym, że masz usłyszeć jakiś wewnętrzny głos, który nagle będzie objawieniem. Wsłuchaj się w swój oddech, po kilku minutach możesz zastanowić się nad tym o czym myślałaś przez ostatnie kilka minut. Czy były to tylko kolejne zadania do wykonania? Czy marzysz może o kilku dniach urlopu? A może pojawiły się w Twoich myślach jakieś bardziej dalekosiężne plany lub pomysł?

Daj proszę znać w komentarzu jak Ci poszło 🙂 Jestem bardzo ciekawa Waszych doświadczeń, a na temat aktywnego słuchania świetny post opublikowała Katarzyna Płuska na swoim blogu Miękko o kompetencjach.

Elektryczność – dobro najwyższe XXI w.

Sieć trakcyjna przy elektrowni.

W czwartkowy wieczór orkan Ksawery wyłączył mi prąd i tym samym wymusił na mnie praktykę 100% slow life 😀 Sprowokował także do refleksji pt. co by było gdyby na całym świecie zabrakło eletryczności?

Wizja wcale nie taka wyssana z palca, bo NASA już od kilku lat twierdzi, że na powierzchni słońca w każdej chwili może dojść do burzy magnetycznej. Po dotarciu do Ziemi fala całkowicie uszkodzi wszystkie istniejące sieci energetyczne. Jakie konsekwencje niosłaby za sobą taka sytuacja? Wniosek jest zatrważający, bo prawdopodobnie wybuchłaby wojna, ale po kolei.

Pierwsze co przychodzi do głowy to żywność – markety prawdopodobnie przestaną istnieć, bo nie mogą sprzedać nic bez kasy fiskalnej (drobne sklepy też nie, ale łatwiej poradzą sobie z wystawianiem ręcznych rachunków). Ok, powiedzmy, że sklepy jakoś funkcjonują, ale one też muszą się zaopatrzyć – w hurtowni lub bezpośrednio u producenta. A jak wyprodukować chleb, masło, w ogóle cokolwiek bez prądu? W dzisiejszych czasach się nie da. Firmy produkcyjne upadną lub spróbują zaradzić sytuacji i np. zbudują piec do wypieku chleba. Pytanie skąd wziąć mąkę? Zapasy przecież kiedyś też się skończą.

No dobrze załóżmy, że mamy zaradne przedsiębiorstwa, które poradzą sobie bez prądu. Druga kwestia to pieniądze – większość z nich trzymamy w banku. Czyli gdzie? Właściwie nie wiadomo, bo obecnie większość transakcji odbywa się elektronicznie. Teoretycznie przecież można iść do okienka w banku i wypłacić, pytanie tylko skąd bank będzie wiedział ile mieliśmy na koncie? Czy przechowują analogowo salda kont klietów? Tego nie wiadomo.

Idźmy dalej – paliwo. Stacje benzynowe również nie będą mogły niczego sprzedać, a koncerny nie wyprodukują paliwa. Nie pozostanie nic innego jak przesiąść się na rower, hulajnogę, deskorolkę lub cokolwiek innego napędzanego siłą mięśni 😉 Tu szansa na rozwój lokalnych przedsiębiorstw, bo nie będzie przecież transportu na większe odległości.

Jest nadzieja również dla tych, którzy mieszkają na wsi i mają trochę ziemi. Oni przetrwają, bo wychodują sobie kury, kaczki, krowy, będą mieć jajka i mleko. Zaczną uprawiać owoce, warzywa, zboże i wszystko inne czego będą potrzebowali do życia. Wrócą do czasów sprzed wojny, ale przeżyją. Pod warunkiem oczywiście, że nie zachorują, bo szpitale również się uwstecznią. W jednym momencie przestanie działać aparatura podtrzymująca życie. Respiratory, sztuczne nerki i płuco-serca przestaną pracować. Nie będzie można zrobić nawet podstawowych badań krwi.

I na koniec – media. Telewizja, telefonia, internet. W tym temacie nie ma nic. Wracamy do gazet.

Podsumowując, rzeczywiście świat wróci do początków XX w. Najmniej ucierpią na braku elektryczności szkoły i urzędy, do których nie dotarła jeszcze cyfryzacja. Codzienne funkcjonowanie przeciętnego człowieka zostanie zaś poddane próbie, bo z dnia na dzień zmieni się niemal wszystko. Pytanie – jak zareagujemy w takiej chwili? Czy jako ludzkość jesteśmy na gotowi na budowanie całej cyfryzacji od nowa? Ciekawa jestem, jakie jest Wasze zdanie na ten temat, podzielcie się proszę w komentarzach, a tymczasem życzę Wam spokojnych, bezorkanowych nocy 🙂