Kobieta szepcząca do ucha mężczyźnie

Kiedy dopadła mnie choroba, której nikt nie potrafił zdiagnozować popadłam w depresję. Cały ten czas, który odchodziliśmy od zmysłów co mi jest był sprawdzianem dla naszego małżeństwa. Gdyby nie mój Mąż nie wiem czy udałoby mi się pozbierać z tego wszystkiego.

Godziny spędzone na korytarzach kolejnych przychodni. Miesiące poszukiwań przyczyn choroby, a w końcu diagnoza i decyzja o zmianie trybu życia o 180 stopni. I choć to JA zachorowałam i JA przeprowadziłam rewolucję zmieniając SWOJE życie zawodowe, to jednak w małżeństwie nie ma JA. Patrząc z boku, ktoś mógłby powiedzieć, że przecież w życiu mojego Męża nic się nie zmieniło. Nadal mieszka i pracuje w tym samym miejscu. Nadal jestem obok niego. Niby tak, ale…

W związku z tym, że życie zmusiło mnie do zmiany nawyków żywieniowych, On też je zmienił choć właściwie nie musiał. Jednak dostrzegł, że zdrowe jedzenie wcale nie musi być niedobre, albo bez smaku przyjął tę zmianę także w swoim życiu, co wyszło na dobre i jego zdrowiu.

W czasie terapii doszłam do wniosku, że potrzebuję zmienić także swoją pracę, bo nie zawsze organizm pozwala mi na swobodę działania. Odrodził się wówczas pomysł realizacji moich planów, które powstały w czasie, kiedy nie miałam jeszcze stałej pracy. I o ile bylibyśmy zdolni utrzymać się tylko z dochodów mojego Męża, tak własna działalność to już dodatkowe koszty, bo wiadomo, że firma na początku na siebie nie zarabia. I tu znów WSPÓLNE dyskusje, kalkulacje i w końcu decyzja, że przez najbliższy czas damy radę, a potem będziemy weryfikować założenia i zastanawiać się co dalej.

Aby pozbierać się z tego co się zadziało potrzebowałam psychoterapii. I tu można by powiedzieć, że to przecież moje problemy, więc muszę rozwiązać je sama – owszem, ale kiedy osoba, z którą mieszkasz przez kilka miesięcy chodzi smutna, zła, bez przerwy śpi, albo nie może spać to wpływa także na Waszą relację. Przez pół roku praktycznie wycofałam się z angażowania się w relacje. Jakiekolwiek. Zamknęłam się w swojej skorupce, lizałam rany, zdrowiałam, dbałam o siebie i organizowałam swoje życie na nowo. A On mi przez cały ten czas towarzyszył. Był przy mnie. Tak po prostu.

Rozumiecie już dlaczego małżeństwo jest dla mnie ważne? Bo gdyby nie mój Mąż to nie wiem jak wyglądałaby moja ścieżka diagnostyczna i czy w ogóle udałoby się lekarzom mnie zdiagnozować. Gdyby nie On pewnie nadal siedziałabym zamknięta w swojej skorupce, bo wsparcie w psychoterapii jest ogromnie ważne i to oczywiste, że On, będąc przy mnie na co dzień dał mi go najwięcej. I wreszcie gdyby nie mój Mąż pewnie nie odważyłabym się na zmianę ścieżki zawodowej i spełnienie swoich marzeń.

Dziękuję Ci Mężu. Kocham Cię i jestem pewna, że nic nie jest w stanie zniszczyć naszego małżeństwa.