Grudzień kojarzy mi się oczywiście z kolędami i mnóstwem świątecznych piosenek. Chyba każdy bardziej popularny artysta ma na swoim koncie utwór z dzwoneczkami w tle, który pojawia się w wielu domach i samochodach podczas długich, mroźnych wieczorów.

Muzyka w całej swej ogólności towarzyszy mi odkąd pamiętam. Kiedy byłam mała nagrywałam teledyski na kasety, a układy choreograficzne znałam na pamięć. W liceum zaczęłam trenować taniec towarzyski, od którego miałam 4-letnią przerwę na studiach. W latach 2012-2016 spędzałam na parkiecie od trzech do pięciu godzin w tygodniu. Okres przedświąteczny to szczególny czas jeśli chodzi o muzykę. W radio oczywiście zwiastunem nadchodzących świąt jest „Last Christmas” (Wham), poźniej pojawiają się kolejne utwory, których przegląd kończą kolędy słuchane czy śpiewane przy Wigilijnym stole. 27 grudnia muzyczny świat wraca do normy i pojawiają się utwory walczące o miano karnawałowego hitu.

Świąteczne przeboje mają w sobie coś szczególnego, co wprowadza spokojną atmosferę. Właśnie dlatego lubię puszczać je rano, kiedy czeka mnie ciężki dzień. Powodują, że problemy wydają się jakby mniejsze i łatwiejsze do pokonania, a na ludzi patrzy się bardziej przychylnym okiem. Zachowanie spokoju w doskonale znanej każdemu przedświątecznej gorączce wydaje mi się niezwykle ważne. Zamiast pędzić od sklepu do sklepu w poszukiwaniu kolejnych prezentów z listy wsłuchajmy się w to co puszczają nam galerie handlowe. Poczujmy zapachy wędzonych wędlin czy świeżo upieczonego chleba na jarmarkach bożonarodzeniowych. Bądźmy tu i teraz.

Moim marzeniem jest abyśmy w końcu przestali odbierać Święta jako zło konieczne. Goście nie zauważą jak nie posprzątamy idealnie każdego kąta w mieszkaniu, a stół nie musi uginać się od jedzenia, które po Świętach i tak wyląduje w koszu. Cieszmy się z tego, że spotkamy się z najbliższymi i że wybranymi prezentami sprawimy im radość.