Dzisiaj nieco w innym tonie, ale chciałabym podzielić się z Wami tym co ostatnio mi się przydarzyło i zabrać na chwilę do mojej przystani.

Siedzę właśnie i przeglądam zdjęcia do postów kiedy kończy się płyta, której słucham. Nastaje cisza… Pies śpi lekko pochrapując a zza uchylonego okna słychać dźwięki toczącego się życia – samochody przejeżdżające drogą nieopodal, psy reagujące na przechodniów, dzieci bawiące się na szkolnym boisku. Zerkam przez okno i widzę jedynie mnóstwo zieleni, która niebawem zamieni się w złoto i czerwień po to aby za chwilę zupełnie zniknąć z tego krajobrazu. Myślę sobie – tutaj właśnie jest mój azyl. Dociera do mnie ten charakterystyczny jesienny chłód, już mam zamknąć okno lecz w tym momencie czuję zapach palonych traw, chyba każdemu kojarzący się z jesienią. Czuję jak moje serce wypełnia się szczęściem, spokojem. Wreszcie za mostkiem zamiast ucisku czuję to cudowne rozpierające uczucie tak trudne do opisania. Chwilo trwaj – proszę w myślach, lecz czuję jak już ode mnie ucieka, jak przemija. W tym momencie słońce przebija się zza chmur, czuję jak delikatnie ogrzewa mi twarz. Zamykam oczy, przestaję mysleć o czymkolwiek, owijam się szczelniej ulubionym swetrem i pozwalam sobie czerpać z tego co jest tu i teraz.